lipca 26, 2017

Miracle Morning. Magia dobrych poranków.

Miracle Morning. Magia dobrych poranków.


Zdarza się wam wstać czasami lewą nową? Za oknem ulewa, kawa się skończyła, tramwaj uciekł, a szef wita was w drzwiach z wyjątkowo pochmurną miną, przy której pogoda za oknem to pestka.

Chociaż czary nie istnieją, przeczytałam ostatnio o prawie magicznej praktyce, która odgoni wszystkie kiepskie poranne nastroje w siną dal.

Miracle Morning to autorski program 30-dniowej przemiany, której zasady stworzył i opisał Hal Elrod. Fenomen poranka to zbiór sześciu praktyk, które wykonywane każdego dnia pozwalają polepszyć komfort życia oraz sprawić, że każdy nowy dzień będzie cudownym wydarzeniem.





Silence (wyciszenie)


Cisza to chyba najlepszy sposób, aby oprzytomnieć o poranku oraz na dzień dobry zredukować stres. Ważne jest, żeby pierwszego punktu porannej praktyki nie wykonywać w łóżku, ponieważ najprawdopodobniej ponownie zaśniemy. Warto jest więc wyjść z sypialni i zaszyć się w miejscu gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.

Elrod proponuje kilka sposobów praktykowania ciszy:


  • medytacja
  • rozmyślania
  • głęboki oddech
  • wdzięczność

Przydatne linki:



Affirmation (afirmacje)


Moc afirmacji możemy kojarzyć chociażby z filmów. Kto z nas nie miał okazji zaobserwować momentu, kiedy główny bohater staje przed lustrem i dziarsko wykrzykuje: jestem zwycięzcą! Właśnie na tym polega moc afirmacji, choć przedstawiona sytuacja może wydawać się odrobinę absurdalna.
Afirmacja ma na celu sprecyzowanie własnych celów oraz pomoc w ich osiągnięciu. Jeśli nie masz pomysłu na własne afirmację- roi się od nich w wyszukiwarce. Wystarczy poszukać najodpowiedniejszej i przemóc się do zrobienia wariata z siebie samego. 

Przydatne linki:





Visualization (wizualizacja)


Wyobraź sobie wszystkie, nawet najbardziej absurdalne marzenia. Masz? Jeśli gdzieś po drodze gubisz cel, możesz go rozpisać/rozrysować/stworzyć mapę myśli. Wszystko zależy od Ciebie. Ważne jednak, aby mieć swój własny wyznaczony cel, punkt odniesienia. To co powiedziane głośno staje się bardziej realne.

Exercise (ćwiczenia)


Każdy potrzebuje odrobiny ruchu, szczególnie o poranku. Kilka minut ćwiczeń poprawia krążenie, humor, samopoczucie, wszystko! Może to być kilka pajacyków, może to być piętnastominutowa sesja jogi z instruktażem na Youtubie.

Reading (czytanie)


Chwila na lekturę to moment na samorozwój. Odkładamy belletrystykę, sięgamy po poradniki/literaturę naukową. Może przez te kilka minut dziennie zdołasz nauczyć się czegoś nowego, o czym marzyłeś od zawsze, ale brakowało Ci czasu?

Scribing (pisanie)


Pisanie może dotyczyć tworzenia dziennika, bullet journala czy nawet własnego bloga. Sensem tego podpunktu jest przelanie własnych myśli na papier i co za tym idzie oczyszczenie własnej głowy oraz myśli. Ciekawym pomysłem jest również nauka kaligrafii. Sama zamierzać zacząć bawić się w handlettering, na ten moment zbieram inspiracje, ale z pewnością się do tego zabiorę!



Korzyści, które obiecuje nam autor Miracle Morning:


  • gwarantowana energia do działania;
  • redukcja stresu;
  • zwiększenie efektywności i koncentracji podczas pracy;
  • motywacja do zmiany swojego życia na lepsze;
  • realizacja marzeń.



Generalnie nie wygląda to aż tak kolorowo. Od kilku miesięcy zbieram się w sobie, żeby chociaż przetestować technikę MM, ciężko jednak było mi wstawać godzinę czy pół godziny wcześniej. Nie ukrywam, kocham spać, uwielbiam ciepło kołdry i jedyne co może mnie wyciągnąć z łóżka to śniadanie, które ktoś dla mnie przygotuje. Ale to też nie zawsze. 

Z natury do wielu rzeczy podchodzę sceptycznie, podobnie jest z MM. Doszłam jednak do wniosku, że nie przekonam się, aż do momentu w którym nie spróbuję. 

Dlatego rzucam sobie 30- dniowe wyzwanie.

START: 1 sierpnia 2017


Postanowiłam podzielić je na trzy fazy i każdą z nich zrecenzować, ponieważ przypuszczam, że okresy te będą się od siebie mocno różniły. Postaram się nie zdezerterować, aby sprawdzić czy metoda MM faktycznie ma jakieś szansę na powodzenie. Rezultatami z pewnością podzielę się na blogu. ;) 






Macie jakieś doświadczenia z Miracle Morning? 


Podzielcie się! Zwłaszcza jeśli wiążecie z nim jakieś traumatyczne przeżycia, chętnie dowiem się co mnie czeka ;)




lipca 26, 2017

Korzyści uważnego życia

Korzyści uważnego życia




Wyobraźcie sobie, że macie więcej czasu. Na przyjemności, czytanie, rozkoszowanie się śniadaniem. Rzeczy nie wypadają Wam z rąk podczas gorączkowego marszu do samochodu, wakacje są realnymi planami, a nie tylko wyśnionym marzeniem.

Wszyscy żyjemy w czasach w których nieustannie oddajemy hołd pędowi. Multitasking, aplikacje pozwalające wykonywać czynności szybciej i skuteczniej, masa poradników, które mają za zadanie wydłużyć nasz dzień o co najmniej kilka godzin- to wszystko sprawia, że przyspieszamy własne życie. A przecież chcemy, aby trwało jak najdłużej!


Odkąd staram się żyć w zgodzie ze sobą, moje życie uległo ogromnej zmianie. Wciąż nie jest idealnie, ale pokuszę się o stwierdzenie, że jest o niebo lepiej. Postanowiłam opowiedzieć Wam o korzyściach w krótkich punktach. Możliwe, że wymienione zalety zachęcą również Was, ale o to właśnie mi chodzi i taki też jest mój przebiegły plan.

  1. Spokój w głowie, spokój w rękach

Nie ukrywajmy, stres ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Nie dogaduję się ze stresem ani trochę. Blokuje moje myślenie, działanie, wszystko. Nerwowy poranek potrafi tak fatalnie rzutować na resztę mojego dnia, że powoduje totalny chaos. Często zdarza mi się wtedy odpuścić i pozwolić, żeby taki dzień uciekł w niepamięć. Punkty z listy TO DO przenoszę na kolejny dzień w kalendarzu i staram się oczyścić własną głowę i zmotywować na tyle, aby kolejny dzień okazał się bardziej produktywny. Oczywiście, złoszczę się wtedy na stracone godziny, niczego jednak nie cenię sobie bardziej niż własnego zdrowia i psychiki, ponieważ przekonałam się już, że bez zdrowej głowy nie zrobię nic pożytecznego. Życie w zgodzie ze samym sobą to również trudna sztuka odpuszczania. Sobie i innym. Wszyscy jesteśmy przecież ludźmi.



  1. Uporządkowanie wiecznego chaosu

Chaos i bałagan towarzyszył mi przez większość mojego 23- letniego życia. Dosłownie i w przenośni, w otoczeniu oraz w głowie. Dopiero uważne życie pozwoliło mi trochę od niego uciec. Poprzez minimalizm i zmniejszenie ilości posiadanych przeze mnie rzeczy wprowadziłam do swojego życia porządek i spokój. To prawda, że czyste, puste biurko to czysta głowa. I tak też jest z całą resztą.

  1. Sprecyzowanie własnych potrzeb

Po tym, kiedy pozbyłam się znaczącej ilości posiadanych przedmiotów, doskonale wiedziałam czego mi brakuje, a czego nie potrzebuję wcale. Łatwiejsze stały się zakupy, życie okazało się bardziej oszczędne i zwyczajnie prostsze. Nie kuszą mnie już szalone wyprzedaże, bo wiem, że jeśli przesadzę, znowu będzie czekało mnie krwiożercze opróżnianie szafy,a to zwykła strata pieniędzy. To ubrania były jedną z moich największych słabości i nadal z nią walczę. Wydaje mi się jednak, że jestem już na dobrej, coraz mniej krętej drodze. O moim podejściu do rozsądnej szafy z pewnością niebawem pojawi się artykuł na blogu.


  1. Wyklarowanie własnej przyszłości

Po kilku latach doświadczeń dokładnie wiem, że to co cenią sobie najbardziej to możliwość życia we własnym tempie. Wiem również, że praca na zwyczajnym etacie nie do końca mnie zadowala, a powoduje wręcz nagromadzenie się stresu. Obecnie staram się całkowicie przejść na freelance, nie wliczając trzymiesięcznego stażu z grafiki, który zamierzam zaliczyć.



  1. Opuszczenie własnej strefy komfortu

Wiem, że wszyscy i wszędzie piszą jakieś brednie o wychodzeniu poza własną strefę komfortu. Kołcz Majk i pięciu innych certyfikowanych kołczów zaleca to w ilości większej niż początkujący lekarz witaminę C. Niestety, to naprawdę działa. I mówi to skrajna introwertyczka ze skłonnością do paranoi. Zaczęłam bardzo powoli, w chwili obecnej mam ochotę przyznać sobie medal za coraz częstsze opuszczanie bezpiecznej strefy. Kurs grafiki komputer, gdzie nikogo nie znam? Nie ma problemu. Zajęcia z Pole dance, gdzie moja koordynacja ruchowa bliska jest zeru? Dwa razy w tygodniu docieram w to straszne miejsce zwane salą ćwiczeń, przebieram się w strój i idę naprodukować sobie nowych siniaków. Po pewnym czasie, opuszczanie strefy komfortu staje się nawet fascynujące i uzależniające.



Każdy z pięciu punktów składa się po prostu na lepsze życie i spokojniejszy odbiór rzeczywistości. Podejrzewam, że rozwinięcia powyższych punktów przewiną się jeszcze na blogu, tymczasem zostawię Was z pytaniem: który z podpunktów chętnie przygarnąłbyś do swojego życia? A może również jesteś zwolennikiem czy zwolenniczką uważnego życia i pojawiły się u Ciebie korzyści o których nie wspomniałam?

Podziel się z nami w komentarzu! 



lipca 24, 2017

Ale o co tutaj chodzi? Początek.

Ale o co tutaj chodzi? Początek.
Wszystkim zdarza się żyć w pośpiechu. W biegu, na szybko dopijamy kawę, w samochodzie gorączkowo przegryzamy niezdrowego rogalika. Czasem nie mamy czasu dla rodziny, psa, który natarczywie szturcha nas nosem, podrzucając coraz to bardziej wymyślne zabawki. Nie zachwyca nas już zachód czy wschód słońca, zapach świeżo skoszonej trawy przypomina jedynie o nadchodzącej alergii. Czym jest slow life? To życie w swoim własnym, indywidualnym tempie. Aby docenić to co naprawdę ważne oraz wykorzystać każdą chwilę i wycisnąć ją jak cytrynę. Potem można zrobić z niej lemoniadę, którą będziemy rozkoszować się na tarasie w słoneczny dzień. 
A dla Was? Co oznacza filozofia slow life?


Copyright © 2016 Knotka o minimalizmie i dobrym życiu. , Blogger