Wyobraźcie sobie, że
macie więcej czasu. Na przyjemności, czytanie, rozkoszowanie się
śniadaniem. Rzeczy nie wypadają Wam z rąk podczas gorączkowego
marszu do samochodu, wakacje są realnymi planami, a nie tylko
wyśnionym marzeniem.
Wszyscy żyjemy w czasach
w których nieustannie oddajemy hołd pędowi. Multitasking,
aplikacje pozwalające wykonywać czynności szybciej i skuteczniej,
masa poradników, które mają za zadanie wydłużyć nasz dzień o
co najmniej kilka godzin- to wszystko sprawia, że przyspieszamy
własne życie. A przecież chcemy, aby trwało jak najdłużej!
Odkąd staram się żyć w zgodzie ze
sobą, moje życie uległo ogromnej zmianie. Wciąż nie jest
idealnie, ale pokuszę się o stwierdzenie, że jest o niebo lepiej.
Postanowiłam opowiedzieć Wam o korzyściach w krótkich punktach.
Możliwe, że wymienione zalety zachęcą również Was, ale o to
właśnie mi chodzi i taki też jest mój przebiegły plan.
- Spokój w głowie, spokój w rękach
Nie ukrywajmy, stres ma ogromny wpływ
na jakość naszego życia. Nie dogaduję się ze stresem ani trochę.
Blokuje moje myślenie, działanie, wszystko. Nerwowy poranek potrafi
tak fatalnie rzutować na resztę mojego dnia, że powoduje totalny
chaos. Często zdarza mi się wtedy odpuścić i pozwolić, żeby
taki dzień uciekł w niepamięć. Punkty z listy TO DO przenoszę na
kolejny dzień w kalendarzu i staram się oczyścić własną głowę
i zmotywować na tyle, aby kolejny dzień okazał się bardziej
produktywny. Oczywiście, złoszczę się wtedy na stracone godziny,
niczego jednak nie cenię sobie bardziej niż własnego zdrowia i
psychiki, ponieważ przekonałam się już, że bez zdrowej głowy
nie zrobię nic pożytecznego. Życie w zgodzie ze samym sobą to
również trudna sztuka odpuszczania. Sobie i innym. Wszyscy jesteśmy
przecież ludźmi.
- Uporządkowanie wiecznego chaosu
Chaos i bałagan towarzyszył mi przez
większość mojego 23- letniego życia. Dosłownie i w przenośni,
w otoczeniu oraz w głowie. Dopiero uważne życie pozwoliło mi
trochę od niego uciec. Poprzez minimalizm i zmniejszenie ilości
posiadanych przeze mnie rzeczy wprowadziłam do swojego życia
porządek i spokój. To prawda, że czyste, puste biurko to czysta
głowa. I tak też jest z całą resztą.
- Sprecyzowanie własnych potrzeb
Po tym, kiedy pozbyłam się znaczącej
ilości posiadanych przedmiotów, doskonale wiedziałam czego mi
brakuje, a czego nie potrzebuję wcale. Łatwiejsze stały się
zakupy, życie okazało się bardziej oszczędne i zwyczajnie
prostsze. Nie kuszą mnie już szalone wyprzedaże, bo wiem, że
jeśli przesadzę, znowu będzie czekało mnie krwiożercze
opróżnianie szafy,a to zwykła strata pieniędzy. To ubrania były
jedną z moich największych słabości i nadal z nią walczę.
Wydaje mi się jednak, że jestem już na dobrej, coraz mniej krętej
drodze. O moim podejściu do rozsądnej szafy z pewnością niebawem
pojawi się artykuł na blogu.
- Wyklarowanie własnej przyszłości
Po kilku latach doświadczeń dokładnie
wiem, że to co cenią sobie najbardziej to możliwość życia we
własnym tempie. Wiem również, że praca na zwyczajnym etacie nie
do końca mnie zadowala, a powoduje wręcz nagromadzenie się stresu.
Obecnie staram się całkowicie przejść na freelance, nie wliczając
trzymiesięcznego stażu z grafiki, który zamierzam zaliczyć.
- Opuszczenie własnej strefy komfortu
Wiem, że wszyscy i wszędzie piszą
jakieś brednie o wychodzeniu poza własną strefę komfortu. Kołcz
Majk i pięciu innych certyfikowanych kołczów zaleca to w ilości
większej niż początkujący lekarz witaminę C. Niestety, to
naprawdę działa. I mówi to skrajna introwertyczka ze skłonnością
do paranoi. Zaczęłam bardzo powoli, w chwili obecnej mam ochotę
przyznać sobie medal za coraz częstsze opuszczanie bezpiecznej
strefy. Kurs grafiki komputer, gdzie nikogo nie znam? Nie ma
problemu. Zajęcia z Pole dance, gdzie moja koordynacja ruchowa
bliska jest zeru? Dwa razy w tygodniu docieram w to straszne miejsce
zwane salą ćwiczeń, przebieram się w strój i idę naprodukować
sobie nowych siniaków. Po pewnym czasie, opuszczanie strefy komfortu
staje się nawet fascynujące i uzależniające.
Każdy z pięciu punktów składa się
po prostu na lepsze życie i spokojniejszy odbiór rzeczywistości.
Podejrzewam, że rozwinięcia powyższych punktów przewiną się
jeszcze na blogu, tymczasem zostawię Was z pytaniem: który z
podpunktów chętnie przygarnąłbyś do swojego życia? A może
również jesteś zwolennikiem czy zwolenniczką uważnego życia i
pojawiły się u Ciebie korzyści o których nie wspomniałam?

O Boże, jak tu ciekawie ! Zostaję!
OdpowiedzUsuń